Memories

Temat: Żywność modyfikowana genetycznie
modyfikowane genetycznie składniki........................
Troszkę mnie to przeraża, chciałabym jeść nieskażoną żywność i taką dawać mojej rodzinie.
Cytrynka

totalnie mylisz pojęcia
co to znaczy wg Ciebie żywność nieskażona?
żywność modyfikowana genetycznie nie jest skażona

Bonkreta dzięki bo już miałam się zabierać za mały elaborat
cyd

Ależ ja nie mylę pojęć, może źle się wyraziłam. Chciałabym jeść żywność która nie jest modyfikowana i jednocześnie nie jest skażona chemią. To jest może nie niemożliwe, ale trudne. Przy produkcji na skalę przemysłową jakoś trzeba zapobiegać chorobom i szkodnikom, bo inaczej żadnych plonów by nie było, albo byłyby tak marnej jakości, że nie dałoby się ich sprzedać. Np. jabłonie każdego roku są minimum 6 razy opryskiwane przeciw parchowi i tyle samo - przeciw mączniakowi. Jeśli przebieg pogody jest niekorzystny - więcej. Plus kilka dodatkowych oprysków przeciw innym chorobom, ale te dwie są najpoważniejsze. Jeśli uda się wprowadzić odmianę odporną na parcha albo na mączniaka, liczba podstawowych oprysków spada o połowę, czyli o bardzo dużo - zarówno z finansowego, jak i zdrowotnego punktu widzenia. Gdyby udało się wprowadzić odmianę odporną na obie choroby - liczba oprysków spada do minimalnej. Niestety, coś za coś - selekcjonując odmiany pod kątem odporności na choroby siłą rzeczy trzeba mniejszą uwagę zwracać na smak, bo nie da się selekcjonować na wszystko. A owoce handlowe powinny oprócz tego dawać wysokie plony, wcześnie wchodzić w owocowanie, nie obijać się zbiorze, równomiernie dojrzewać, mieć wyrównaną i atrakcyjną barwę i wielkość, dobrze się przechowywać - i jeszcze parę innych cech trzeba brać pod uwagę.

W tej chwili wszystkie praktycznie nowoczesne odmiany ustępują smakiem odmianom tradycyjnym, uprawianym za czasów naszych babć - ale to nie ma zupełnie, ale to zupełnie nic wspólnego z modyfikacją genetyczną, tylko właśnie z tym, że selekcja idzie w kierunku uzyskania bardziej plennych i bardziej odpornych na choroby odmian. To samo zresztą dotyczy roślin ozdobnych - np. nasze babki uważały róże za kwiaty o niezwykle silnym, odurzającym wręcz zapachu, a współczesne odmiany cięte zapachu praktycznie nie mają - dlatego, że są selekcjonowane ze względu na inne cechy, szczególnie trwałość w wazonie i odpornośc na choroby.
Źródło: maluchy.pl/forum/index.php?showtopic=41600



Temat: Historia pewnej ucieczki.
Późnym popołudniem w okolice wolier przyleciała samica. Ukradkiem obserwowałem jej poczynania. Była coraz bliżej, aż w końcu usiadła na dach woliery a później zaczęła wspinać się po siatkach każdej z poszczególnych wolier. Zatrzymała się na swojej wolierze, którą spenetrowała od ziemi aż po dach, tak jakby chciała znaleźć wejście. I wtedy pomyślałem zaryzykuję przecinając siatkę i robiąc wejście od frontu. Podchodząc spokojnie do woliery samiczka uciekła, ale na pobliskie drzewa. Po drodze zatrzymała się na płocie i spoglądała w korytarz woliery, ale nie weszła. Ja natomiast wyciąłem pasek siatki od ziemi na ok. 20 cm x 20cm. Gdzieś w oddali usłyszałem też samczyka, myślę to dobry znak – nie rozdzieliły się. Po kilkunastu minutach sytuacja powtórzyła się – samiczka wróciła i zaczęła zwiedzać fronty poszczególnych wolier i zatrzymała się na swojej wolierze szukając wejścia. NO I UDAŁO SIĘ!!! Jak gdyby nigdy nic przyszła z wycieczki udajęc się od razu do jedzenia. Zabezpieczyłem prowizoryczne wejście i myślę połowa sukcesu jest osiągnięta. Sposób okazał się skuteczny to może i samczyk wróci. I nie pomyliłem się. Zachowanie jego było podobne jak samiczki, ale nie kwapił się z wejściem: majestatycznie chodził po trawniku i zajadał mlecze, ale w końcu i on się skusił na przygotowane w wolierze smakołyki. Odetchnąłem z ulgą: cała para wróciła i sama weszła do woliery. Ale to nie wszystko: punktem kulminacyjny tego dnia było to, że po kilkudziesieciu minutach ptaki te zaczęły się parzyć.
Na koniec dnia przyszedł czas na refleksje: co było powodem że ptaki wróciły? Myślę że oprócz szczęścia i drugiej pary z którą uciekinierzy się nawoływali, to inteligencja tych ptaków. Świadczy to też o tym, że ptaki akceptują warunki, które im stworzyłem.
Szczęście także jest potrzebne: uciekły wiosną, kiedy są opryskiwane drzewka owocowe, a widziałem ich jak zajadały kwiaty jabłoni. Gdyby… no ale na szczęście minęło już parę tygodni i nic się nie dzieje.
Teraz myślę dlaczego nie robiłem zdjęć? Jednak stres był duży, a z drugiej strony nie chciałem ich niczym spłoszyć.
I w tym przypadku sprawdza się przysłowie: „Mądry Polak po szkodzie” ale na szczęście dla mnie tylko w połowie: zmądrzałem (natychmiast zrobiłem dodatkowe drzwi w korytarzu wolier), ale na szczęście szkody nie było.
Źródło: aleksandretta.pl/forum/viewtopic.php?t=1992


Temat: Kalendarz ogrodnika
Wrzesień w ogrodzie - kalejdoskop jesiennych barw



Kwiaty, krzewy i drzewa codziennie wyglądają inaczej, a po chłodnych nocach coraz intensywniej płoną purpurą. To nieomylny znak zbliżającego się końca ogrodowego sezonu. Trzeba pomyśleć o jesiennych porządkach.

Drzewa i krzewy ozdobne liściaste


Nie przycinamy gałęzi i nie nawozimy roślin, aby nie pobudzać ich do wypuszczenia młodych pędów. Delikatne tkanki zostałyby uszkodzone przez mróz. Na rynku pojawiło się wiele nawozów tzw. jesiennych, ale nie wszystkie pozbawione są azotu, więc radzę stosować je z wielką ostrożnością

Coraz dłuższe noce i obfita rosa sprzyjają rozwojowi chorób grzybowych, szczególnie mączniaka (biały nalot na liściach) i rdzy (brązowe okrągłe plamki). Opadające porażone liście trzeba grabić i palić, aby uniemożliwić zarodnikom grzybów przetrwanie do przyszłego sezonu. Warto jeszcze kilka razy opryskać rośliny preparatem grzybobójczym. Szczególnie polecam ekologiczne, np. Biosept (z grejpfruta), Antifug (z biohumusu), Bio Blatt (z soi).

Iglaki

Do końca miesiąca można jeszcze przesadzać iglaki, bo zdążą się ukorzenić przed zimą. Gatunki silnie rosnące dobrze znoszą ten zabieg tylko w ciągu 5 lat od posadzenia, ale karłowate odmiany przyjmują się nawet po 10 latach.

Byliny


Sadzimy cebulki tulipanów, narcyzów, hiacyntów i innych gatunków kwitnących wiosną. Miejsce powinno być słoneczne, ale nie nadmiernie nagrzane, a ziemia dość wilgotna, o odczynie pawie obojętnym (6,5-6,8 pH).

Mieczyki, begonie bulwiaste, kanny i dalie nie mogą pozostać na zimę w gruncie. Trzeba je wykopać i przechować w niskiej temperaturze (ale powyżej zera). Po pierwszym przymrozku obcinamy zwarzone liście, wykopujemy bulwy i cebule, oczyszczamy z ziemi i zostawiamy na kilka dni w przewiewnym miejscu. Gdy obeschną, czyścimy je i układamy w skrzyneczkach, przesypujemy torfem lub trocinami i przenosimy np. do piwnicy. Tam przetrzymujemy je do wiosny.

Kwiaty jednoroczne i dwuletnie


Większość roślin sezonowych przeżywa teraz schyłek i przestaje wyglądać dekoracyjnie, trzeba je więc usunąć. Możemy przy okazji z niektórych roślin zebrać nasiona. Warto jednak pamiętać, że nie wszystkie wydadzą takie same kwiaty jak okazy mateczne.

Trawnik

Trawę kosimy nadal regularnie, ale nie trzeba jej już tak często podlewać, chyba że wrzesień jest upalny. Na niektórych trawnikach największym problemem o tej porze roku są grzyby. Można je niszczyć, przeciągając po murawie grabie odwrócone zębami do góry, a następnie opryskać trawnik preparatem Agrosteril lub Rizolex.

Drzewa i krzewy owocowe

Wszystkie owoce porażone chorobami grzybowymi zbieramy i zakopujemy na głębokości co najmniej 40 cm.

Przygotowujemy podłoże pod nowe drzewka. Najpierw dokładnie usuwamy chwasty, następnie zasilamy ziemię nawozem potasowym i fosforowym (po 5 dag/m2) i przekopujemy. Sprawdzamy też odczyn gleby. Czereśnie i wiśnie najlepiej rosną w środowisku obojętnym (pH 7), jabłonie, grusze i porzeczki w lekko kwaśnym (pH 6,2-6,7), agrest, maliny, truskawki i poziomki w kwaśnym (pH 5,5-6,2), a borówka amerykańska w bardzo kwaśnym (pH 4,2-4,5).

Oczko wodne


Gdy temperatura spada, ryby zaczynają jeść coraz mniej, więc podajemy im nieduże dawki pokarmu, aby nie zalegał na dnie i nie zanieczyszczał wody.

Odławiamy z wody gatunki egzotyczne i przenosimy je do akwarium w pomieszczeniu. Zbieramy tam też egzotyczne rośliny - pistacje, salwinie, hiacynty wodne.

Oczko wodne

Gdy temperatura spada, ryby zaczynają jeść coraz mniej, więc podajemy im nieduże dawki pokarmu, aby nie zalegał na dnie i nie zanieczyszczał wody.

Odławiamy z wody gatunki egzotyczne i przenosimy je do akwarium w pomieszczeniu. Zbieramy tam też egzotyczne rośliny - pistacje, salwinie, hiacynty wodne.

Warzywa

Zbieramy marchew, buraki, selery, a także fasolę na suche ziarno.

Dzielimy i sadzimy w nowym miejscu kępy szczypiorku i rabarbaru.

Siejemy szpinak i roszponkę, które będą zimować w gruncie. Zanim nadejdą mrozy, rośliny wytworzą trzy-cztery liście, a na wiosnę szybko zaczną rosnąć.


Fasolę na suche ziarno zbieramy, gdy strąki są zupełnie dojrzałe. Przechowujemy je w przewiewnym miejscu, a gdy staną się kruche, wyłuskujemy

Nasiona kwiatów zbieramy przy słonecznej pogodzie. Wkładamy je do papierowych torebek i przechowujemy w suchym miejscu


Źródło: Ogrody
Źródło: kobiecybastion.pl/index.php?showtopic=424


Temat: Porady instruktora
INSTRUKTOR RADZI, PRZYPOMINA, ZALECA

*

W dawno założonych ogrodach nie brak starych jabłoni, grusz o koronach bardzo wysokich, rozłożystych i nadmiernie zagęszczonych. Znajdują się wśród nich drzewa bardzo wartościowe, które po odpowiednim cięciu mogą dobrze owocować przez wiele lat.
Korony starych drzew trzeba przede wszystkim obniżyć przez ścięcie wierzchołka. Zabieg ten drzewa znoszą dobrze. Wierzchołek ścinamy na wysokości około 3 m od ziemi tuż nad gałęzią boczną. Dzięki temu promienie słońca docierają do środkowych i dolnych gałęzi, które zaczynają owocować. Niskie korony łatwiej jest opryskiwać (najlepiej środkami naturalnymi), łatwiej tez zbierać owoce. Następnie konieczne jest intensywne prześwietlanie korony. Na starym drzewie wystarczy zostawić 6 - 8 konarów w dwóch piętrach po 3 - 4 konary w każdym. Z korony zaniedbanych drzew należy usunąć od 1/3 do 2/3 gałęzi łącznie z wierzchołkiem w wyniku tego zabiegu kształt korony przypomina, kształt otwartego parasola. Na jabłoniach i gruszach, przerzedza się także drobne gałązki owoconośne. Po odmłodzeniu korony pojawiają się tak zwane "wilki" osiągające często długość ponad 1m. Należy je systematycznie wycinać, aby nie zagęszczały ponownie korony, a najlepiej na wiosnę wyrywać (wyłamywać), od czerwca do kończ sierpnia.
Życzę odwagi i udanego, owocnego cięcia.

Cięcie jest zabiegiem regulującym wzrost owocowania.
Pozwala na utrzymanie koron w odpowiednim kształcie i zagęszczeniu, a odpowiednio dobrany termin cięcia i jego intensywność umożliwiają uzyskanie wysokich plonów i owoców dobrej jakości. Cięcie wywołuje istotne zmiany w przebiegu wielu procesów fizjologicznych drzewa, dlatego rozpatrywane jest najczęściej pod katem wpływu tego zabiegu na wzrost i porę wchodzenia w okres owocowania, wielkość i jakość plonu, regularność owocowania i zdrowotność. Sposób wykonywania cięcia musi byś dostosowany do właściwości biologicznych odmiany, siły wzrostu podkładki, wieku drzewa i krzewu, jak również terminu, w którym ten zabieg jest wykonywany.

RODZAJE CIĘCIA
Pierwsze ciecie po posadzeniu - przywraca równowagę między częścią nadziemną, a systemem korzeniowym: ułatwi przyjęcie się drzewka po posadzeniu.
Cięcie prześwietlające - polega na rozrzedzeniu korony przez usunięcie nadmiaru gałęzi i pędów w celu lepszego naświetlenia jej wnętrza oraz ograniczenie wielkości drzewa.
Cięcie odmładzające - polega na utrzymaniu w koronie drzewa określonej liczby pędów w wieku od 1 - 3 lat.
Cięcie odmładzające - stosowne na drzewach starych, w celu odmłodzenia korony (poprzez silne skrócenie gałęzi, aby w ten sposób pobudzić drzewo do intensywnego wzrostu wegetatywnego.

TERMINY CIĘCIA
- Jabłonie i grusze : od lutego do kwietnia, gdy minie niebezpieczeństwo silnych mrozów.
- Śliwy, morele, brzoskwinie: od marca do kwietnia.
- Czereśnie i wiśnie: najlepiej latem po zbiorze owoców.
- Porzeczki, agrest: wczesną wiosną przed rozpoczęciem wegetacji lub latem po zbiorach
- Borówka wysoka, winorośl: wczesna wiosną, przed rozpoczęciem wegetacji.
- Maliny, jeżyny: bezpośrednio po zbiorach.

CO WYCINAMY?
- Porzeczka czarna: pędy 4-letnie i starsze, pędy słabe i nadmiernie zagęszczające krzew.
- Porzeczki kolorowe: (białe i czerwone) pędy najstarsze, co najmniej 5 letnie, pędy słabe i nadmiernie zagęszczające krzew.
- Agrest: jak u porzeczek kolorowych.
- Borówka wysoka: pędy 4 letnie i starsze, pędy słabe i nadmierni zagęszczające krzew.
- Maliny: tylko pędy owocujące w roku bieżącym.
Źródło: dzialkowicze.fora.pl/a/a,1080.html


Temat: Literacka wycieczka poza rzeczywistość
No dobra, ja zacznę, jak będzie niewypał, proszę administrację o wywalenie posta.
Dobry początek zawsze musi być w gospodzie, a zatem:

Wnętrze gospody wypełniał smród zjełczałego łoju z wątpliwej jakości świec płonących w różnych miejscach bez troski o to, że coś się może od nich zająć. W słabym świetle ledwo można było dojrzeć przeciwległe końce sporej sali o nisko zwieszonym stropie wspartym na licznych drewnianych kolumnach. Gwar i hałas jaki czynili goście przeszkadzał normalnie rozmawiać, nie był jednak najwidoczniej przeszkodą dla barda wydzierającego się w niebogłosy przy wtórze jęków katowanej lutni. Zwykle w „Starej jabłoni” nie było tak tłoczno, jednak dziś było święto. Aenarienn, ostatni dzień wiosny. Zewsząd ściągnęło mnóstwo wszelkiego ludu, by oddawać się uciechom i rozrywkom. Tej nocy liczyła się tylko zabawa. Choć nie tylko. Większa część gości skupiona na zydlach i ławach, stojąca pomiędzy nimi i na nich, słowem, gdzie popadnie, z uwagą wpatrywała się w postaci cisnące przy niewielkim stoliku obok szynkwasu. Dwóch pobladłych mężczyzn w bogatych szatach i siedzącego naprzeciw nich typa o prezencji zakapiora.
— Ilu ich jest? — głos zakapiora niezbyt pasował do jego twarzy, przywodził na myśl raczej zakonnika intonującego pieśni w czasie nabożeństwa.
— Siedmioro, panie. Ethan, ichni dowódca, Jos, Bredd, Sylvia, Matte, Deniz i Lara. Samem widział…
— Widziałeś ich?
— Jak was teraz. Przyjeżdżają tu czasami na popas. Pstrokate i pyskate, ale nikomu krzywdy nie robią. Chyba, że kto zwady z nimi szuka. Temu biada.
— Tu przyjeżdżają?
— A tak. Bezczelne łobuzy, co? Pod samym nosem szeryfa. Nie dziwota, że szeryf się wścieka. Przecie nie dlatego się miota, że Liga go ciśnie, ale sam ma ich już dość, tak go za nos wodzą… Inne kompanije też szeryfa drażnią, ale ci, powiadam wam, są najgorsi.
— Najgorsi?
— A jakże. Zuchwali jak mało kto. W siódemkę jeno na komornika z obstawą poszli. Wyobrażacie sobie? Siedmiu na dwudziestkę. I zgadnijcie, kto z tego wyszedł cało? Ha! Nawet ich nikt nie drasnął.
— A te inne kompanie? Kto oni są?
— Wiadomo, panie, część to zwykłe bandy szukające rabunku, a część to partyzanty, którym po wojnie jakoś nie po drodze było do dom wracać…
— Partyzanty? Marudery zasrane, a nie partyzanty! — dołączył się zgrzytając zębami starszy jegomość z pokaźnymi wąsiskami. — Nic tylko po kierzach siedzą, kabany żrą, piwsko i gorzałę chleją i baby po siółkach macają! A jak się chłopy rozzłoszczą, za widły chycą, to zaraz w wrzask. Patrzcie, krzyczą, my som partyzanty, my swojaki, my o wolność waszą walczylim, wroga bilim, żebyście żyć spokojnie mogli. A ja wiecie, co wam powiem? Łajno to wszystko! Więcej oni, niż zwykli grasanci szkody robią, to oni spichrze rabują, dziewki gwałcą, chłopów mordują i świątynie z dymem puszczają! Nic ino w rzyć ich kopnąć, batogami oćwiczyć, a potem stryk na szyję i bach, stołek spod nóg! Zara by spokój był, jakby partyzantów nie stało…!
— Jakże to?! — nasrożył się mężczyzna z potężnym kuflem w dłoni, od dłuższego czasu przysłuchujący się rozmowie. — Toż to łeż okrutna! Ci partyzanci, na których tak sarkacie, przecie za was ginęli, za takich jak wy w las szli wroga na tyłach gnębić! A jak po wojnie już, to zaraz się pyski otwierają i miast dziękować i po rękach całować, to wrzeszczą i w rzyć chcą kopać! Powiem wam coś jeszcze, to właśnie owi zasrani partyzanci Haggen uratowali, w porę zaciężnym z odsieczą przychodząc, gdy już ciężko z nimi było. Gdyby nie ich łuki wielu kupca już nigdy by na handel nie ruszyło, a wy tu teraz mówicie, że gorsi oni od zbójców?!
— A tak! Właśnie tak! Żebyście wiedzieli! Zbójcy kupców rabują, ale bab nie gwałcą, siół nie palą, nie mordują, jak im nie jest potrzeba. A partyzantom zajedno, jest li potrzeba, czy też jej nie ma. Ja tam dziwuję się okrutnie, panie łowca, że was na grasantów najęto, a nie na maruderów!
Piwosz z rozmachem huknął kuflem o stół, opryskując stłoczonych wokół ludzi.
— Wam iście ze szczęścia we łbie się poprzewracało! — warknął. — To właśnie przez takich jak wy niewinnym sromota się dzieje. Gadać o czym nie macie, to i zaraz bajędy wymyślacie. Już tam który rabuś się zastanawia, trza mu zabijać, czy też nie? Jużci, gardło poderżnie i jeszcze w kałdun kopnie. Powiedzcie, panie łowca, czy prawdy nie mówię? Pewnie zaraz mi rację przyznacie?


Mamy już zawiązanie akcji, mamy miejsce, czas wprowadzać postaci. Do dzieła.
Źródło: science-fiction.com.pl/forum/viewtopic.php?t=252